logo

Mój drugi Glossy Box

Moje drugie pudełko Glossy Box niestety okazało się rozczarowaniem. Kiedy otworzyłam przesyłkę i zobaczyłam to piękne, niebieskie pudełko z Marilyn Monroe na opakowaniu bardzo się ucieszyłam. Wyobraziłam sobie że znajdę w środku coś pięknego, luksusowego i sexy, jak Marilyn Monroe. Niestety się rozczarowałam i jedyną rzeczą która mi się naprawdę spodobała jest szminka w ołówku w hollywodzkim, klasycznie czerwonym kolorze.

 

IMG_6494edited

 

IMG_6498edited

 

Poniżej wszystkie kosmetyki z tego Glossy Boxa:

 

IMG_6509edited

 

Zacznę od Lord and Berry Lipstick Pencil, jako że to najlepszy produkt (według mnie) w tym wydaniu. Bardzo podoba mi się kolor i łatwość w użyciu tego produktu. Kolor to bardzo klasyczna czerwień z odcieniem pomarańczy, którą bym nie śmiała użyć na codzienne wyjście, ale na specjalne okazje jest perfekcyjny. Produkt jest bardzo prosty w użyciu, najpierw można obrysować kontury ust jak konturówką, a potem po prostu wypełnić usta kolorem jak szminką i gotowe. Daje piękne, półmatowe wykończenie ust ale nie wysusza. Utrzymuje się długo na ustach i nie zostawia czerwonych plam na moich zębach. Super. To był produkt pełnowymiarowy w moim pudełku a cena to £10.

Następny jest krem – Astral Original do twarzy i ciała. Nie wiem nawet gdzie tu zacząć. Muszę przyznać, że trzymam go z daleka od mojej twarzy i jedyne miejsce gdzie go używam to ręce, a i to bez większego przekonania. To bardzo ciężki, tłusty krem o starodawnej formule, zapach ma okropny i lepi się po aplikacji. Doczytałam się, że został stworzony w latach 50 i uważam że dawo powinno się go przestać produkować, albo przynajmniej zmienić formułę. Nie ma w nim żadnych składników które według najnowszego stanu wiedzy mają korzystne działanie na cerę. Ma mnóstwo parafiny, od której się odchodzi w kremach do twarzy, gdyż osadza się na skórze jak film i blokuje wnikanie substancji aktywnych. Jest ciężki, o konsystencji pasty i nie dopatrzyłam się niczego w składzie co by mogło przynieść mojej cerze jakieś korzyści. Do ciała może nie byłby aż taką tragedią, gdyby nie ten okropny, mocny zapach którego nie trawię. Na szczęście dostałam tylko małe opakowanie jako próbkę. 200ml tego kremu kosztuje £3.89

POP Beauty Eye Liner – muszę przyznać że eye liner wygląda w porządku i ma przydatną, gumową końcówkę do rozcierania, ale nie mogę nic więcej powiedzieć na temat tego produktu bo go nawet nie wypróbowałam. Zostawiłam jak będę szła na jakieś urodziny do nastolatki, może się komuś przyda. Mam w swojej kolekcji kilka czarnych kredek z Lancome i nie potrzebuję kolejnej, a i tak jestem fanką eyelinera w żelu od Bobbi Brown.

Color Club lakier do paznokci – to już totalna porażka. Nie wiem czy tylko ten kolor jest tak niewydarzony, czy wszystkie lakiery tej firmy. Jak rozpakowałam pudełko to stwierdziłam, że fajny, naturalny, stonowany kolor będzie idealny do pracy. Więc wykonałam domowy manicuire i zabrałam się do aplikacji tego lakieru. Niestety produkt rozlał mi się po paznokciu i nałożył tak nierówno, że musiałam od razu go zmyć (po nałożeniu na jeden paznokieć) i wzięłam się za mój ulubiony essie i od razu było super. Muszę powiedzieć, że ja sama często robię manicuire w domu i naprawdę mam w tym wprawę. Ale z tym produktem niestety się nie da. To był pełnowymiarowy produkt w pudełku i kosztuje £4.10

Na koniec IDC balsam do ciała o zapachu lawendy. Nie jest to mój ulubiony zapach, ale też mi nie przeszkadza. Jest to bardzo lekki balsam, który wchłania się natychmiastowo. Dla tych, którzy potrzebują dobrego nawilżenia może być trochę za lekki, ale jeśli zależy Ci na szybkim wchłanianiu to się sprawdzi. Jeśli oczywiście lubisz zapach lawendy. Koszt to £3.57 za 100ml.



Tagi:, , , , , , , , , ,

4 odpowiedzi na “Mój drugi Glossy Box”

  1. Sylwia napisał(a):

    pudełko naprawdę ładne…

  2. Marta napisał(a):

    Krem Astral byl testowany kiedys w tv specjalnym urzadzeniem ktory sprawdza stan nawilzenia skory i wygral z kilkoma mega drogimy kremami. Zapach niezbyt ale krem dziala ! Nie lubie jak ludzie pisza bzdury

    • trendissimo napisał(a):

      Droga Marto, jak możesz zauważyć opisuję głównie, że zapach tego kremu całkowicie zniechęca do używania go. Ani razu nie odniosłam się do jego właściwości nawilżających gdyż nie używam go więc nie mogę się na ten temat wypowiadać. Jak też zaznaczyłam jest jak dla mnie zbyt gęsty i zbyt tłusty aby go nałożyć na twarz. Co nie oznacza że każdy musi mieć takie samo doświadczenie. Każdy ma inną cerę i preferuje inne produkty. Zaznaczyłam też że zawiera głównie parafinę, która jest najtańszym i dość kontrowersyjnym obecnie składnikiem. Parafina ma bardzo dobre właściwości nawilżające i z powodzeniem się ją stosuje w leczeniu na przykład atopii, gdyż pomaga zatrzymać wodę w skórze. Niestety nie pozwala przenikać składnikom odżywczym w głębsze warstwy skóry dlatego firmy zaczynają unikać jej w kremach do twarzy. Potrafi też zatykać pory. Pozdrawiam

  3. micitaka napisał(a):

    Sama używam kremu Astral i zapach nie jest taki odstraszający, po nałożeniu praktycznie znika. Za to jego właściwości nawilżające są fantastyczne. Skóra się ujędrniła, kolor się wyrównał. Nie nakładam go pod makijaż, bo jest zbyt ciężki, ale stosuję jako krem na noc. Gdy rano się budzę nie mam wrażenia ściągniętej skóry na twarzy, a tak było z każdym innym kremem (kupowałam już produkty apteczne żeby w jakikolwiek sposób złagodzić ten dyskomfort). Nie podrażnia mnie w ogóle (skóra atopowa), nawet w okolicy oczu z czym mam ogromny problem. Mam też spore cienie pod oczami i odkąd używam tego kremu jest z nimi lepiej. Nie skreślałabym go tylko ze względu na zapach i radzę poczytać angielskie fora przed ostateczną decyzją. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

YOU MAY LIKE

Spectre – szybka recenzja

Welcome to Bicester Village